Blog Style Therpy: Kim jestem | Sylwia Wittbrodt
Dowiedz się więcej o mnie, mojej historii i o tym, jak trafiłam do Style Therapy.
Sylwia Wittbrodt
2/10/20266 min czytać
Ważne by było, abyście miały możliwość mnie poznać. Opowiadam o tym, co zaczynam robić, ale o sobie nic. Sporo osób z mojego otoczenia wie, kim jestem, ale pomimo to mnie nie zna. Ale może najpierw o bardzo ważnym wydarzeniu, a tu mam na myśli szkołę Style Watch Academy i czego nauczyłam się przez ostatni rok, czyli Style Therapy w metodzie Inside Your Style.
Mój egzamin zakończył się. Oddałam go w formie pisemnej Sylwii i teraz czekam na rezultat. Jestem z siebie dumna – to mało powiedziane. Chyba po raz pierwszy w życiu zrobiłam coś tylko i wyłącznie dla siebie. Kosztowało mnie to wiele wyrzeczeń i pracy, ale przecież wszystko, co piękne, wymaga od nas poświęcenia. Nic nie przychodzi ot tak, bo sobie tylko życzymy. Fajne, ale nierealne
Spójrz w lustro i zapytaj siebie: kim jesteś?
Dokładnie tak jest z nami. Najpierw stajesz przed lustrem i konstatujesz, kim jesteś i dokąd zmierzasz. Potrzebujesz sobie uświadomić Twoje potrzeby. Ale aby móc pójść do przodu, trzeba rozprawić się z przeszłością. Ona często ciąży na naszych barkach bardziej, niż zdajemy sobie z tego sprawę. Zdarza się, że się jej wstydzimy. Wtedy chowamy się przed prawdziwym przeżywaniem życia. Chcemy zniknąć, bo wydaje nam się, że nie zasługujemy.
Często po prostu przeżywamy kolejny dzień i wydaje nam się, że życie tak wygląda. Zapominamy o naszych marzeniach z przeszłości czy wartościach – tych, które dawały nam powód do wstawania rano i próbowania być tymi, którymi chcemy się stać. No właśnie, kim? Stań przed lustrem i zapytaj siebie, kim dzisiaj jesteś. W jakim miejscu Twojego życia? Czy to, co robisz i jak wyglądasz, to to, co chcesz? Wyrażasz siebie i Twoje potrzeby?
A może to, co właśnie na sobie masz założone, kompletnie nic nie przekazuje? Może wręcz przeciwnie – nie masz już w sobie radości życia i Twoje szare, codzienne dresy, które zakładasz każdego dnia, są Twoją szarą rzeczywistością w szarym, codziennym życiu. Nie nadszedł może czas, to zmienić? Pokazać tę, którą zawsze chciałaś się stać.
Ważne, abyście miały możliwość mnie poznać
Życie dało mi szansę, ale to nie bajka, więc najpierw dało mi kopa, potem poturbowało. Taka pokaleczona wyjechałam do Włoch, gdzie spędziłam ponad 16 lat. Tam zbierałam moje nowe doświadczenia. Miałam raz lepsze, raz gorsze dni, ale wiedziałam, że sobie poradzę. Przecież zawsze dawałam radę, choć wmawiano mi, że w tym obcym kraju jestem nikim, że zginę. To słyszałam od osób, które twierdziły, że mnie kochają. Niestety dla nich – dałam sobie radę. Stanęłam na własnych nogach i poszybowałam.
Często bywa, że jeśli chcesz więcej, niekoniecznie to dostaniesz. Starałam się poszerzać moje horyzonty i dzięki temu znajdowałam nowe zawody, lecz nie na długo. Wystawiano mnie często na próby, zmagałam się z systemem, aż w końcu dotarłam do muru. Nie mogłam tak dalej. Doszłam do wniosku, że jeśli zostanę we Włoszech, to nic się nie zmieni. Będę pracować z tymi samymi ludźmi na tych samych warunkach, z tym samym począkiem i końcem. Nic nowego.
Więc decyzja: zaczynam od zera. W 2018 wyjazd do Niemiec. Nie miałam nic, żadnego kontaktu, tylko pomysł, jak to ma wyglądać. Konkretny plan działania, marzenia i wizja. To była ciężka praca, bardzo dużo wyrzeczeń, wiele łez, przebijania się przez biurokrację, ale pracując z nadzieją na lepsze jutro. I tak się stało. Spotkałam wspaniałych ludzi, którzy dali mi szansę. Kilka szczebelków w górę. Ta droga trwała chwilkę. Nadal z myślą, że chcę więcej, że to, co robię zawodowo, nie do końca jest moim marzeniem, że nie wiem, czego chcę, ale potrzebuję się realizować. Chcę nowych bodźców, robić coś, co mnie pochłonie, co mi da sens.
Moja droga: od Włoch po Niemcy
Ubiór to najlepszy niewerbalny sposób na wyrażenie, powiedzenie, kim jesteś. To pierwszy krok. Zmiana garderoby, wpasowanie nowych akcentów, może wydobyć z niej nową perspektywę na Ciebie, Twoje wartości i marzenia. To nie jest proste, ale jeśli chcesz zmiany, to możesz ją zapoczątkować z moją pomocą.
Ja, tak jak Ty, prześlizgiwałam się przez życie, które ciągle gdzieś mnie omijało. Znamy to uczucie. Jestem na emigracji od ponad 20 lat. Zawsze wiedziałam, że nie będę na stałe mieszkać w Polsce. Czułam się, jakbym tam nie pasowała. Po prostu nie było tam dla mnie miejsca. Potrzebowałam przestrzeni, wyjścia z trudnych sytuacji rodzinnych.
Ubiór jako pierwszy krok do zmiany
Oczywiście, nie dało się bez terapii jednej i drugiej, aż w końcu na warsztatach rozwojowych ruszyło coś w końcu. To był mój moment AHA. Ja przecież lubię się fajnie ubierać. Zawsze to miałam w sobie. Zawsze trochę inna, ale ubierałam się pod mój nastrój albo tak, jak chciałam być widziana i odbierana. I właśnie to oświecenie: że nie każdy tak ma. Nie dla każdego to jest ważne, jak jest widziany. Albo po prostu ten ktoś nie ma pojęcia, że to jest istotne. Inni z kolei nie wiedzą po prostu, jak to zrobić.
A ja to miałam naturalnie w moim DNA. Wzbogacone o włoski styl, bo tam dziewczyny i zakupy to po prostu wow. Uwielbiam wracać do mojego drugiego domu, a może pierwszego? Zatarło się to we mnie. To też jest okej. Bo wiem, że jestem wyjątkowa. A co najważniejsze – każda z nas taka jest. Niesamowicie wyjątkowa. Okaz jedyny w swoim rodzaju. Niepowtarzalna. Więc dlaczego chcemy się przypodobywać? Mamy pokazywać dokładnie takie, jakie jesteśmy! A nie obniżać standardy w strachu przed... No właśnie, przed czym? Relacje, przyjaźnie – jeśli są prawdziwe, zostaną. Każdy spotkany człowiek na naszej drodze to skarb, dzięki któremu uczymy się o nas coraz więcej. Dobrze lub źle – to nauka, a ta jest bezcenna.
Moment oświecenia: Moje „AHA”
Style Therapy – bieg do samej siebie
Notabene, dzięki mojej aktualnej pracy w IKO/Corratec znalazłam też miejsce dla siebie. Miejsce we wspaniałym zespole kolegów z eksportu, gdzie chyba po raz pierwszy w życiu jestem doceniana taka, jaka jestem. A to, kim jestem, nie jest widziane jako coś negatywnego. To miejsce pracy stało się zwrotem dla mnie. W tym, jak ja siebie widzę – bo od tego trzeba zacząć – dało mi to zaufanie do moich kompetencji, umocniło mnie w sobie i zapoczątkowało wyjście do świata z zaufaniem. Dopiero po takim kroku możemy się otworzyć i pójść po więcej, spotykając odpowiednich ludzi, którzy pokażą Ci Twoje wartości. Gdyż ludzie są dla nas lustrem.
Jeśli całe życie Ci powtarzano: „nigdzie nie dojdziesz”, „jesteś nikim”, „musisz żyć tak jak wszyscy”, to jaką możesz mieć bazę samooceny? Ja zawsze robiłam po mojemu i zostawałam z moim bałaganem sama, nie ufając nikomu, bo jeśli nie możesz zaufać rodzinie, dlaczego w otoczeniu miałoby być inaczej? Teraz stoję już twardo na moich nogach.
A przez Style Therapy chciałabym pokazać innym kobietom, że mogą się przejrzeć we mnie jak w lustrze, a ja im pokażę, ile wspaniałych zalet w nich widzę. Bo nie mamy niczego, za co możemy się wstydzić lub przepraszać. Style Therapy to doraźna pomoc w umocnieniu się w sobie, to box startowy, a potem to już bieg do siebie, jeśli się na niego otworzysz.
Jeśli Ty też chcesz spojrzeć na Twoje życie z innej perspektywy, ruszyć z miejsca, pokazać, ile w Tobie potencjału, a nie wiesz jak? Napisz do mnie. Spróbujemy to ogarnąć, a my przecież jesteśmy czarodziejkami ogarniania. Czas z tym skończyć i zacząć działać. Już dzisiaj!
Odnaleźć swoje miejsce
To tyle na dzisiaj. Dzięki, że wpadłyście, żeby dowiedzieć się o mnie czegoś więcej!
Wasza Sylwia.
A wracając do nas samych i ubrań, które – banalnie mówiąc – nie są banalne: to daje tyle radości, bo waloryzuje nas, niekoniecznie przed innymi. Najważniejsze przed nami samymi. Ja odnalazłam najpierw świadomość, uznanie w moich oczach, a potem przyszedł on od innych. Życie zaczęło inaczej smakować.
Ale zanim do tego doszłam, zaraz po warsztatach, wiedząc już, co chcę robić, trafiłam na szkołę Sylwii Antoszkiewicz, gdzie nauczyłam się pracować w jej metodzie Inside Your Style i pomagać kobietom odnajdywać siebie poprzez waloryzowanie siebie przy pomocy ubrań. Dziś skończyłam tę szkołę i zrobiłam ten proces z klientką pro bono. Tu podziękowania dla Magdy, że była moim króliczkiem, bo bez niej nie miałabym tego przygotowania, zrozumienia: co z czym, na co i po co.
Życie to proces i od Ciebie zależy, jaki on będzie, jakie ono będzie. Ja chcę dla siebie tylko to, co najlepsze. Nie brakuje potyczek, one nas budują, dlatego wolę próbować, a nie siedzieć w kącie i płakać, że jest mi trudno, że nikt mnie nie rozumie i że moja robota jest do kitu
